Hola!
Niedziela (zwłaszcza taka, jak ta, spędzona na babcinych imieninach) to okres mojej niemocy twórczej. Tak więc zaserwuję Wam dzisiaj odgrzewanego kotleta - recenzję mojego-prawie-ulubionego filmu, napisaną wieki temu. Enjoy!
„Labirynt fauna” – historia, od której nie
ma ucieczki

„Labirynt fauna” przedstawia
historię małej dziewczynki – Ofelii,
która po przybyciu do nowego miejsca (domu jej ojczyma Vidala) trafia do
tajemniczego labiryntu, gdzie spotyka fauna. Faun ten zleca jej wykonanie
trzech niezwykle trudnych i przerażających zadań. Dziewczynka musi je wykonać,
aby udowodnić, że jest godna powrotu do magicznego, podziemnego królestwa,
które opuściła wiele lat wcześniej. Istnieją dwie wykładnie, próbujące wyjaśnić
historię zawartą w filmie del Toro, zagadkę występowania dwóch paralelnych
światów – rzeczywistego i fantastycznego. Jedna z nich głosi, że wszystkie
magiczne zdarzenia, stwory i postacie to tylko wytwór wyobraźni Ofelii, sposób,
w jaki dziewczynka radzi sobie z wojną, próbując się od niej odgrodzić
wykorzystując do tego potęgę swojej wyobraźni. Druga mówi, że wszystko dzieje
się naprawdę, a współistnienia tych dwóch tak różnych, a zarazem tak podobnych
światów nie można wykluczyć. Zwolenników pierwszej tezy jest zdecydowanie
więcej.

W jednym z wywiadów del Toro
zdradził co zainspirowało go do stworzenia tak niezwykłego świata – świata
pełnego zła, brutalności, tajemnic, zagadek. Świata wypełnionego mrokiem. Świata,
w którym rzeczywistość i fantazja zdają się tworzyć jedno. Przede wszystkim była
to seria dziewięciu obrazów hiszpańskiego dziewiętnastowiecznego malarza –
Francisco Goi. Jest to jeden z jego
najbardziej pesymistycznych i tajemniczych cykli fresków - przejmująca wizja
upadku dawnego świata, obraz nędzy i rozpadu tradycyjnych wartości, zniszczenia
i samozagłady..
Del Toro czerpał także z
baśni braci Grimm, nie z tych znanych
obecnie, czytanych dzieciom do poduszki cukierkowych wersji, ale z wersji
oryginalnych, które przeznaczone były głównie dla dorosłych i które epatowały
grozą, tajemniczością i niejednokrotnie okrucieństwem. Były to niezwykle
ponure, mroczne, krwawe wizje, często traktujące o zbrodni, diable, siłach
nieczystych i śmierci, zawierające całą gamę fantastycznych elementów.
Zainspirowały one meksykańskiego reżysera do stworzenia swoich baśni
(„Kręgosłupa diabła” i „Labiryntu fauna”), równie okrutnych, brutalnych,
mrocznych i przerażających. A jednocześnie, podobnie jak baśnie braci Grimm,
starających się przekazać uniwersalne prawdy o życiu, o prawach rządzących
światem – światem, który cukierkowy wcale nie jest.
Filmy del Toro są filmami niepowtarzalnymi o niesamowitym klimacie.
Reżyser mistrzowsko wprowadza nastrój grozy, tajemniczości, przeplata świat
rzeczywisty z fantastycznym, pokazuje prawdy o świecie – świecie niezwykle złym
i brutalnym. Filmy te zachwycały i wciąż zachwycają widzów i krytyków. Świadczą
o tym chociażby liczby. „Labirynt fauna” i „Kręgosłup diabła” zdobyły łącznie
dwadzieścia sześć prestiżowych nagród, m.in. BAFTA, trzy nagrody przyznawane
przez Amerykańską Akademię Filmową, oraz
trzydzieści różnych nominacji. Co ciekawe „Labirynt fauna” mimo nominacji nie
otrzymał Złotej Palmy w Cannes, a jednak jako jedyny film został nagrodzony
dwudziestu dwu minutowym aplauzem. Te dwadzieścia dwie minuty oddają hołd
kunsztowi i mistrzostwu del Toro w kreowaniu mrocznej wizji świata. Podkreślają
wyjątkowość jego dzieł, hipnotyzującą wartość przekazu.