Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 listopada 2012

Burtonizm cz.1

Po raz pierwszy (może ostatni, a może nie) napisałam tekst o tematyce filmowej w postaci quasi-opowiadania. Dość już miałam "zwyczajnych" artykułów i chciałam pokusić się o coś bardziej nieprzeciętnego. Jak wyszło, to już musicie Wy, drodzy Czytelnicy, ocenić. Ale to dopiero next time, gdyż dzisiaj (z uwagi na fakt, że tekst w trakcie pisania niezwykle się rozrósł i nieporozumieniem byłoby wrzucanie go w całości) - tylko pierwsza część.  Enjoy reading!



Burtonizm – arealna rzeczywistość od kołyski aż po grób

Rodzisz się.  Zauważasz, że świat jest szary i nudny. Chcesz coś z tym zrobić, więc wybierasz.   Rodzi się twoja pasja. Kiełkuje z wolna. Początkowo nieśmiało, delikatnie. Co jakiś czas przypomina o sobie. Potem zabiera ci coraz więcej chwil, energii. Ale nie narzekasz. Poświęcasz jej niemal wszystkie swoje myśli, zaprząta każdą twoją wolną chwilę.


Masz pięć lat, góra siedem. Idziesz za rękę z niską, pulchną kobietą w różowym sweterku – twoją matką. Nie za bardzo wiesz dokąd. Jeszcze nigdy nie byłeś w takim miejscu. Niski bladożółty budynek wsparty chylącymi się ku upadku kolumnami. Spoglądasz w górę, czytasz napis, smakujesz na języku to słowo – „kino”. Brzmi tak egzotycznie. Nie wiesz czego się spodziewać. Siadasz w głębokim fotelu, o wiele dla ciebie za dużym. Gasną światła. Trochę się boisz, a jednocześnie czujesz podniecenie, nie możesz się doczekać. Zastanawiasz się, co się za chwilę wydarzy. Pojawiają się pierwsze napisy, postacie. Dajesz się wciągnąć, zatracasz w innym świecie. Chwilami zapominasz, że ten inny świat nie jest prawdziwy, że to wszystko nie dzieje się naprawdę. Musisz wtedy mocno chwycić się poręczy fotela. Łapiesz się na tym, że zaczynasz współczuć głównemu bohaterowi, mimo że jest taki cudaczny i dziwny. Podziwiasz arcydzieła z lodu stworzone rękoma, które zamiast palców mają nożyce. Dopingujesz go, życzysz jak najlepiej.  Jednocześnie swoimi dziecięcymi oczami chłoniesz nieznane dotąd widoki – ponure zamczysko pełne fantastycznych rekwizytów i niezwykłych przedmiotów oraz kontrastujące z nimi słonecznie radosne przedmieścia. Nie rozumiesz innych ludzi. „Dlaczego nie lubią Edwarda?” – pytasz szeptem mamy. „Bo jest inny.” – nie zadowala cię ta odpowiedź. Przecież ty też jesteś inny.  Trochę jak Edward. Tyle, że nie masz nożyc zamiast rąk. Szczęściarz z ciebie. Też jesteś w gruncie rzeczy miłym i sympatycznym chłopcem, a jednocześnie nie potrafisz się zbliżyć do ludzi. Szukasz ucieczki w innych światach, nierealnych światach, które równie dobrze mogłyby być wypełnione lodowymi figurami i śmiesznie uczesanymi psami. Tak samo jak Edward, czujesz się w tych światach zagubiony. Czy znajdziesz kiedyś kogoś takiego jak Peg i Kim, które ci pomogą i się tobą zaopiekują? Zaraz, Peg już masz, siedzi teraz obok ciebie, a na Kim jest jeszcze o wiele za wcześnie.  Cały czas odkrywasz nowe podobieństwa łączące cię z głównym bohaterem. 
Gdy podrośniesz, będziesz umiał to nazwać. Zapiszesz nawet w notatniku, że „obaj kochacie świat, mimo wszystko i za wszystko, chociaż tego wszystkiego nie daje wam dużo”.  Pogrążony we własnych myślach ledwo zauważasz napisy końcowe. Budzi cię dopiero słodko-gorzka muzyka i kobieca dłoń położona na twoim ramieniu. „Jak ci się podobało?”. Nie znosisz tego pytania. Nie sądzisz, żeby spodziewane „bardzo” albo „było fajnie” wyrażało wszystko, co teraz czujesz. A czujesz tak wiele. Współczucie, strach, radość, smutek, ulgę, ciekawość.  Mruczysz coś niezrozumiałego w odpowiedzi i pogrążasz się w rozmyślaniach. Po dziesięciu minutach już wiesz co będziesz robił w przyszłości. Będziesz aktorem, bardzo dobrym aktorem. Takim, który nie gra postaci, tylko się nią staje. Tak samo jak ten aktor, który grał Edwarda. Zaraz, on nie grał Edwarda, on nim był. Po kolejnych pięciu minutach dochodzisz do wniosku, że się do tego nie nadajesz i, że byłbyś o wiele lepszym reżyserem. Mógłbyś wtedy sam kreować światy. Zaraz jednak uświadamiasz sobie, że to nie jest to, co chciałbyś naprawdę w życiu robić. Ty chciałbyś oglądać filmu i po prostu o nich opowiadać. Zostaniesz krytykiem filmowym.




Pozdrowienia dla wszystkich fanów Burtona
(i nie tylko)
Do przeczytania!
Amandine



piątek, 16 listopada 2012

"Bestie z południowych krain" - recenzja


Bestie z południowych krain

Ostatnimi czasy to filmy niezależne, zwłaszcza reżyserskie debiuty, raz za razem zdobywają serca widzów i wnoszą powiew świeżości do odrobinę zatęchłego w swej zachowawczości kina. Nie inaczej rzecz się ma z debiutem Benha Zeitlina, uznanego (trochę górnolotnie) nadzieją amerykańskiego kina artystycznego. Jego „Bestie z południowych krain” podbiły wiele filmowych festiwali (między innymi redfordowski Sundunce, gdzie zdobyły główną nagrodę).

Filmowa Hushpuppy dostrzega, że coś się w jej otoczeniu zmienia. Dociera do niej fakt, że już niedługo nic nie będzie takie same. To jej przeczucie zwiastują (może nieco zbyt dosłownie i nachalnie) obudzone z arktycznego snu olbrzymie tury. Świat marzeń i wyobraźni jest tu nierozerwalnie związany ze światem rzeczywistym, przeplata się z nim i zazębia, tworząc w gruncie rzeczy jedną, zaskakująco spójną całość. Oniryzm i realizm idealnie się ze sobą komponują, czyniąc oglądany na ekranie świat zarazem prawdziwym, jak i mitycznym. A tym samym niezwykle kuszącym i zachęcającym do zagłębienia się w jego meandrach. Film można w dwóch słowach określić wiele mówiącym terminem realizmu magicznego (w którym to stylu króluje niepodzielnie inny amerykański reżyser – Tim Burton). Jest to jednak realizm magiczny pozbawiony całej tej cukierkowo-lukrowanej, kiczowatej otoczki. Wręcz przeciwnie – ma gorzki posmak.


Film udowadnia, że warto czasami znów poczuć się dzieckiem. Taką możliwość daje spojrzenie na świat oczami niezwykle rezolutnej sześcioletniej Hushpuppy. W tej roli genialna, magnetyczna, zagarniająca cały ekran i spychająca pozostałych – bardziej doświadczonych – aktorów na margines, Quvenzhane Wallis – o której nikt nie powiedziałby, że jest debiutantką, zwłaszcza gdy patrzy się na niesamowitą gamę emocji, wyrażaną złożoną mimiką i gestami. Dzięki przejęciu jej punktu widzenia, zaczyna dostrzegać się rzeczy wcześniej niedostrzegalne – otaczające nas piękno i harmonię natury, moc płynącą z bicia serca, złożoność ludzkich więzi, by wymienić tylko kilka. „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.” – chciałoby się zacytować klasyka. Może nieco banalnie i naiwnie, ale jednocześnie magicznie i zachwycająco w swej prostocie.

Zeitlin jest nie tylko reżyserem - jest artystą. Genialnie operuje światłem, nasyceniem barw, dźwiękiem, tworząc przy tym fantastyczny, baśniowy, nierealny świat (genialna jest zwłaszcza scena wielkiej fety z fajerwerkami, w której bierze udział Hushpuppy). Imponuje też jego – zdawałoby się nieograniczona – wyobraźnia. Reżyser podkreśla w wywiadach, że zależy mu zarówno na naturalnych, dziewiczych wręcz plenerach (takie właśnie jest Bathub, które grały luizjańskie krajobrazy) jak i na przekazaniu prawdziwych emocji, przeżyć, wyborów, które nie raz okazują się dla nich za ciężkie. Trzeba przyznać, że łączy te dwie rzeczy idealnie.

Zeitlin balansuje na cienkiej granicy między arcydziełem a art’housową papką. Dla jednych przechyla się bardziej w jedną, dla drugich – w drugą stronę. To film, który trzeba przepracować w samym sobie i zdecydować, którą stronę wybrać. Zeitlin zmusza widza do spojrzenia w głąb siebie, do odkrycia jeszcze nieznanych pokładów dziecięcej wrażliwości, do spróbowania odnalezienia prawdy –a przynajmniej jej części – o sobie. Gra z nim, ale jednocześnie próbuje pomóc odnaleźć - jeśli nie szczęście, to przynajmniej spokój w tych niespokojnych czasach. 

wtorek, 9 października 2012

"G" Film Mix

Hej!
Korzystając z wolnej chwili, piszę kolejny post. Tym razem litera G i filmy na nią. Dodatkowo kilka mądrości prosto od Forresta Gumpa. Bezcenne.

Życie jest jak pu­dełko cze­kola­dek, nig­dy nie wiesz, co się trafi. 
Na­wet jeżeli jes­teś idiotą, sta­raj się nie być głupi.
Cza­sami po pros­tu bra­kuje kamieni. 
Nas­taw się, że życie da ci w dupę, tyl­ko nie nad­sta­wiaj się zbyt często. 
Większość ludzi, póki ma us­ta zam­knięte, nie spra­wia wrażenia głupków.
Masz większą szansę wyg­rać na lo­terii jeśli ku­pisz los. 



Do przeczytania wkrótce
Amandine

poniedziałek, 24 września 2012

"F" film mix

Hej!
Dawno mnie tu nie było. To wszystko przez moje lenistwo (i katar, to z pewnością wina kataru. I kaszlu). Napisałabym coś, ale zwyczajnie mi się nie chce. Zostawiam Was więc z filmowym, efowym mixem. Zabawa w filmowe puzzle to jedyne na co mnie ostatnio stać. Enjoy!






Jeden film powtarza się dwa razy (nieprzypadkowo). Wiecie jaki?

Eskalacja mojego dzisiejszego lenistwa wygląda tak (jedno zdjęcie + jeden cytat = to-wszystko-na-co-mnie-stać):



Śmiech jest dla duszy tym sa­mym, czym tlen dla płuc. - Louis de Funes 




Do przeczytania wkrótce
Amandine

P.S. Muszę wziąć się w garść. Macie jakieś dobre sposoby na zwiększenie motywacji?
 

poniedziałek, 3 września 2012

"Musimy porozmawiać o Kevinie" - recenzja

Są filmy, o których nie jest łatwo zapomnieć mimo upływającego nieubłaganie czasu. Które przeżywamy całym sobą. Na których drżymy, płaczemy, myślimy, popadamy w zadumę. Które zmieniają (lub utwierdzają) nasze poglądy na niektóre ważne sprawy. Musimy porozmawiać o Kevinie szkockiej reżyserki Lynny Ramsay jest z pewnością jednym z nich. Ramsay powraca w wielkim stylu po dziesięcioletniej przerwie. Snuje niezwykła opowieść.

Obraz opowiada historię relacji między tytułowym Kevinem (wybitna kreacja młodego Ezry Millera) – demonicznym, niepokojącym nastolatkiem – a jego matką (w tej roli świetna, jak zawsze, Tilda Swinton). Chłopak niemal od momentu narodzin jest do szpiku kości przesiąknięty złem i nienawiścią (zwłaszcza wobec swojej matki). Manipuluje swoim otoczeniem, nie uznaje żadnych innych zasad, poza tymi które sam stworzył w swoim chorym umyśle. O tak, Kevin to z pewnością chłopak chory. Ale na co? Czy można być chorym na zło?

Film stawia także wiele innych pytań: Czy to, jaki jest Kevin jest także winą matki chłopaka? Czy trzeba wziąć odpowiedzialność za czyny swoich dzieci? Czy można nie kochać swojego dziecka? Jak społeczeństwo ma traktować rodzicielkę zbrodniarza? Jak postąpić? Jak się zachować? I wreszcie: jak żyć?
Nie ma prostych odpowiedzi, zwłaszcza w tym filmie, który jest niezwykle trudny i wyzywający. Nic nie podaje na tacy. Trzeba włożyć odrobinę siebie, aby coś z tego filmu wynieść. Skłania do przemyśleń, rozważań. Choćby tak prostych, jak te które usłyszałam w kinie po seansie: „Teraz już wiem, że nie chcę mieć dzieci.”.

Musimy porozmawiać o Kevinie to fantastyczny, trzymający do ostatnich minut w napięciu thriller bezlitośnie obnażający najmroczniejsze zakamarki ludzkiej duszy. Prowokuje, pociąga i nie daje o sobie zapomnieć na długo.


Do przeczytania wkrótce
Amandine

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Najpopularniejsze filmy z Warszawą w tle II

Hej!
Bez zbędnego wstępu (bo w pracy jestem) - obiecana druga część artykułu o filmach z Warszawą w tle. Enjoy!

Pianista
gatunek: biograficzny, dramat, wojenny
premiera: 6 września 2002
reżyseria: Roman Polański
Pianista to historia Władysława Szpilmana, znakomitego pianisty i kompozytora. Rozpoczyna się we wrześniu 1939 roku. Po wkroczeniu do Warszawy Niemcy wprowadzają restrykcje wobec ludności żydowskiej. Szpilman z rodziną przeżywają pasmo upokorzeń. Żydzi zostają umieszczeni za murami getta. Przejmujący obraz losów warszawskich Żydów.



Galerianki
gatunek: dramat obyczajowy
premiera: 25 września 2009
reżyseria: Katarzyna Rosłaniec
Zdjęcia do "Galerianek" kręcone były między innymi na Żoliborzu i w Arkadii. Film jest wspaniałą okazją, żeby poznać ciemniejszą stronę galerii handlowych.
Pokazuje w jaki sposób w takich miejscach młode dziewczyny spędzają wolny czas. Za zakupy płacą im bogaci mężczyźni, którzy w zamian za seks obdarowują nastolatki upominkami.


Pitbull

gatunek: dramat, sensacyjny
premiera: 8 kwietnia 2005
reżyseria: Patryk Vega
"PitBull" to film policyjno-sensacyjnym. Główni bohaterowie to oficerzy z Wydziału Zabójstw. Akcja rozgrywa się we współczesnej Warszawie. Nietypowa i mroczna opowieść o stołecznych policjantach w doborowej obsadzie.




  
Jutro idziemy do kina
gatunek: melodramat, wojenny
premiera: 1 września 2007
reżyseria: Michał Kwieciński
Filmowa opowieść o maturzystach, którzy w maju 1938 roku wyruszają w dorosłość. Trzej przyjaciele Andrzej, Wacek i Jerzy (Wesołowski, Pawlicki, Damięcki) są przekonani, że ich życie będzie wyjątkowe, a przyjaźń będzie trwać wiecznie. Czas beztroski i szczęśliwości kończy niespodziewanie wojna. Zdjęcia do filmu kręcono między innymi na Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu.



Do przeczytania wkrótce
Amandine


piątek, 24 sierpnia 2012

Najpopularniejsze filmy z Warszawą w tle I

Hej!
Jakiś czas temu, podczas swoich praktyk, napisałam krótki artykuł (a właściwie stworzyłam galerię zdjęć) o najpopularniejszych filmach, które były kręcone w Warszawie i tę Warszawę przedstawiają. Jako, że nie mam ostatnio czasu (ani weny twórczej) muszę Was uraczyć odgrzewanym kotletem. Enjoy!

Warszawa nie tylko da się lubić, ale także jest wspaniałym tłem dla filmowych wydarzeń. Nic więc dziwnego, że tak wielu reżyserów i producentów wybiera klimatyczne uliczki i place stolicy. 


 
Warszawa

gatunek: dramat obyczajowy
premiera: 14 listopada 2003
reżyseria: Dariusz Gajewski
Zdobywca Złotych Lwów w Gdyni w 2003 roku. Obraz przedstawia jeden dzień w Warszawie bohaterów, którzy przyjeżdżają z prowincji. Wszyscy mają do załatwienia jakąś ważną sprawę. Dla każdego z nich miasto ma inne oblicze. Mijają się na ulicach nie dostrzegając się wzajemnie. Doskonałe stadium samotności.



  
Listy do M.

gatunek: komedia romantyczna
premiera: 10 listopada 2011
reżyseria: Mitja Okorn
Grudniowy sukces frekwencyjny i kasowy polskich kin. Film, w którym pogubieni życiowo bohaterowie odkryją, że to, co ich spotkało, to właśnie miłość. Pięć kobiet i pięciu mężczyzn przekona się, że przed miłością, tak jak przed świętami nie da się uciec. A to wszystko okraszone ślicznymi, magicznymi zdjęciami Warszawy świąteczną porą.


 

1920. Bitwa Warszawska
gatunek: dramat, wojenny
premiera: 30 września 2011
reżyseria: Jerzy Hoffman
Inscenizacja jednej z najważniejszych bitew w dziejach świata w technologii 3D. Akcja rozpoczyna się w Warszawie, w 1920 roku. Jan, poeta i kawalerzysta, po otrzymaniu rozkazu wyjazdu na front polsko-bolszewicki, oświadcza się swojej narzeczonej Oli - aktorce teatru rewiowego. Nie wiedzą, czy się jeszcze spotkają i jak zakończą się losy wojny. Coś dla tych, którzy chcą przekonać się jak wyglądała stolica i jej okolice w XX-leciu międzywojennym.


 

Czas honoru
czas trwania: 50 min.
gatunek: Przygodowy, Wojenny
odcinki: 53
Serial prezentuje losy Warszawy i jej mieszkańców pod okupacją niemiecką. "Czas honoru" skupia się na losach czterech młodych oficerów (Pawilicki, Zakościelny, Wesołowski, Wieczorkowski) zrzuconych na teren okupowanej Polski w 1941. Cichociemni prowadzą konspiracyjną walkę z Niemcami - akcje szpiegowskie i dywersyjne. Serial jest nie tylko wspaniałą okazją do zapoznania się z losami AK-owskiego podziemia, ale także do odkrycia tajemnic stolicy z czasów wojny.




Jednak wyszło dłużej niż się spodziewałam. A więc na razie tylko pierwsza część. A już wkrótce druga i ostatnia.
Cały artykuł jest dostępny pod tym linkiem.

A może Wy macie jeszcze jakieś propozycje filmów z Warszawą w tle (lub z innym miastem, oczywiście). Może jakieś filmy i seriale były kręcone w Waszej okolicy. Piszcie!

Do przeczytania wkrótce
Amandine